Horyzonty

marzec 28, 2007

Dwa moje główne źródła inspiracji to Przyjaciel i aktualne studia. Obydwa dostarczają nowych pomysłów na siebie, na samokreację, na rozwój, na życie. Sprawiają, że horyzonty są rozleglejsze, szersze niż dotychczas. Bo dotychczas były minimalistycznie zawężone, żeby nie powiedzieć ograniczone. Brzmi pretensjonalnie?

Ok. Wymagam od siebie. Nawet sporo. Ale na tym przeważnie się kończy. Stawiam sobie cel, jeden-drugi-trzeci. I w większości przypadków na tym poprzestaję. Przyjaciel uczy cierpliwości. Zainteresowania się. Nowych ścieżek. Określenia tego, co ważne. Dokończenia tego, co rozpoczęte. Niby genialne w swojej prostocie. Ale dla mnie cholernie ciężkie do wykonania.
A studia? Dużo ciekawych ludzi, z którymi można się porównać i ocenić swoje braki. Dużo nowych pomysłów. Podejście do siebie z różnych stron. Do tego dziedziny, z którymi wcześniej się nie stykałam. I najważniejsze – zwyczajnie wiedza, która się przyda. Nawet jeśli nie w życiu zawodowym, to prywatnie.

Rzecz jasna – nie jest tak różowo. Lenistwo daje o sobie znać i na zajęcia często chodzić się po prostu nie chce. A Przyjaciel nie zawsze bywa doceniany. Ale najważniejsze to zdać sobie sprawę, ile pewnym sprawom i ludziom zawdzięczasz. Reszta przyjdzie z czasem.

Zaczynam przygodę z Jackiem Welchem. Jedna z tych książkowych inspiracji. Jak przeczytam, to coś napiszę.

Będą zmiany. Zmiana miasta, zmiana pracy, zmiana otoczenia.

W piątek spotkanie ze znajomymi z pracy, bardzo udane zresztą. Integracja tych którzy zostają i pożegnanie tej która odchodzi. Trochę smutnych myśli i ciągła niepewność, czy aby na pewno dobrze robię. Trochę piwa. Parkiet. Miły prezent.

Sobotnia pobudka zdecydowanie za wcześnie. Bieg na pociąg. Dom. Niedziela i znów bieg na pociąg. Poznań. Kolejny miły prezent.

W poniedziałek dla odmiany pobudka o 5. Bieg na pociąg. Spanie z głową opartą o szybę. Wrocław. 10 minut na znalezienie właściwego przystanku, bieg z przeszkodami na tramwaj (podziękowania dla miłego pana za pokazanie skrótu). Badania. Kolejne podejrzenie jaskry. 1,50zł w portfelu. Niewiele czasu na znalezienie oddziału WBK (tak, oddziału; bankomat niewiele by pomógł, bo złamałam kartę) w dzielnicy, w której nigdy wcześniej nie byłam. Posiłek obiadopodobny w Mc. Przegląd prasy. Spokojny spacer na dworzec :) Podróż z miłą blondynką niekoniecznie w moim wieku. Poznań. Łóżko.

I tyle.