Kabanos z jogurtem
sierpień 21, 2007
Silę się na oryginalność. A wychodzi amatorszczyzna.
Tak bym siebie podsumowała.
Kabanos z jogurtem na kolację. Adieu kochani.
Plastelina
sierpień 20, 2007
Też tak macie, że kiedy przechodzicie w jakimś supermarkecie koło stoiska pod tytułem “kup dziecku coś do szkoły”, to macie przeogromną ochotę kupić plastelinę? Ja mam tak prawie za każdym razem. Podchodzę, oglądam w jakich jest kolorach, już prawie wkładam ją do koszyka i w tym momencie pojawia się myśl: “i co ja z nią zrobię?”.
Tak, aktualnie nie mam większych dylematów.
Mam pełen słoik słonych wspomnień o Tobie
sierpień 18, 2007
Nie tak to sobie wyobrażałam.
Brak celu, brak marzeń.
Samotność boli tak okrutnie.
The feeling was strangely familiar
sierpień 15, 2007
Ostatni weekend spędzony w szalonej pogoni za słońcem. Wrocław, Poznań, Chałupy, Jastarnia, Rowy, Poznań, Wrocław.
Dziwnym trafem ominęły nas jakieś gigantyczne korki przy wjeździe na półwysep. Same Chałupy może i aspirują do roli stolicy polskiego kite-surfingu czy tam surfingu w ogóle, ale zaplecze turystyczne wciąż marne. Gdyby nie jedna z najstarszych plaż nudystów w Polsce, raczej nie zatrzymalibyśmy się tam na dłużej.
Sami nudyści niecodziennie wstydliwi, większość z nich desperackie próby złapania jakiejkolwiek opalenizny podejmuje za skrupulatnie rozstawionymi parawanikami, dodatkowo okopanymi piaskiem. Ciekawskie spojrzenia tych ubranych, którzy zapędzili się zbyt daleko z własnych plaż. Słońce pojawiające się w losowo wybranych momentach i mgła jako stały dodatek.
Jastarnia jest dużo lepiej przygotowana na spore dawki turystów. Można coś zjeść (np. tradycyjne nadmorskie danie – koftę
), można kupić kiczowatą pamiątkę rodzinie czy znajomym. Można chwilę pobyć. Po zaspokojeniu naszych konsumpcjonistycznych zachcianek, wracamy do Chałup na łono nudystycznej natury.
Pogoda jednak nie sprzyja, spontanicznie rzucone “może by tak Rowy?” zyskuje natychmiastową aprobatę. Droga do Rowów mija szybko. Na miejscu tłumy. Tak zwana młodzież, dla niektórych pewnie pierwsze wakacje bez rodziców. Pierwsze piwo, pierwszy seks. Czuję się staro.
Śpimy w samochodzie, bo wydawało nam się, że tak będzie fajnie. Nie było. Minister zdrowia ostrzega, że noc w Roverze w Rowach może prowadzić do niewyspania. Poranny spacer po plaży bez tłumów ludzi. Deszcz, wracamy do Poznania. Po drodze przysypiam co jakiś czas. Przyjaciel sprawdza się jako kierowca. I jako przyjaciel. Dziękuję.
W Poznaniu upalne lato, którego nie mogliśmy znaleźć nad morzem. I pociąg do Wrocławia. Zmęczenie, ale i satysfakcja gwarantowane.
Skin
sierpień 9, 2007
Kocham ją za zdecydowane odchylenie od standardów.
I want more
sierpień 2, 2007
Zmieniam się. Zmiany są jedyną stałą w moim życiu.
Nie nadążam ze spełnianiem swoich zachcianek. Nie nadążam z niczym. Nie nadążam z pisaniem bullshit’ów.
Brak zorganizowania, bieg, spóźnienia, kolejne próby uporządkowania się. Czas mi płynie za szybko.
Callan już jest i to intensywnie. Chęć nauki przebija się na razie z łatwością przez lenistwo. Wyjazd integracyjny integrował głównie przy pomocy alkoholu. Przygotowuję się do trudnej rozmowy i do egzaminu na Lotus developera. Wciąż za dużo książek do przeczytania. Próbuję schudnąć. Wystarczy tylko nie jeść
Szymuś: http://justanotherwoman.wordpress.com/feed
Tym czymś na dole przemieszczałam się dość intensywnie na wyjeździe. Na tyle intensywnie, że wypadłam z toru
