Wiesz?

listopad 24, 2008

Wiesz już jak to jest, gdy wracasz wieczorem do domu, a łzy na policzkach zlewają Ci się razem z topniejącym śniegiem w jedną bolesną całość?

Wiesz już jak to jest, kiedy uświadamiasz sobie, że możesz liczyć tylko na siebie, a i to jest dość wątpliwe?

Wiesz już jak to jest, kiedy jedyne ciepło w Twoim otoczeniu to… świeca?

My favourite game

listopad 23, 2008

Za tydzień szykuje się coś miłego:

Zlot fanów Moloko i Roisin Murphy

Have fun.

Wstrząsy

listopad 23, 2008

Sen miałam. Śniło mi się, że o piętnastej zero zero zatrzęsie miastem, w którym mieszkam. Zatrzęsie porządnie, bo prognozy dość przerażające. Wstrząsy miały być takie, że nawet Richter by się wystraszył. Miasto, co ciekawe, nie pogrążyło się w panice. Wszystko było takie logiczne. Będzie nami trząść – OK, niech trzęsie.

A z racji tego, iż godzina piętnasta dnia roboczego najczęściej jest przeze mnie spędzana w biurze, tam też rozpoczęłam przygotowania. Po czternastej przyniosłam ogromne jaśki, nie wiem po co, chyba po to, żeby zamortyzować drgania. Jeden założyłam na głowę i chodziłam z nim po biurze, obmyślając genialne sposoby na to, jak przeżyć. I wymyśliłam. Stwierdziłam, że cała się obłożę poduszkami, a później przywiążę kablem sieciowym do fotela na kółkach. Tym sposobem, nic mnie nie poobija i będę się mogła bezpiecznie przemieszczać.

Biurowi koledzy jakoś nie podzielali mojej odkrywczej pasji, siedzieli przy biurkach i pracowali, spokojnie oczekując piętnastej. Ja natomiast byłam dumna z tego, że mam na głowie tego ogromnego jaśka, pokładając też część zaufania w wytrzymałości kabla sieciowego.

Piętnasta zbliżała się nieuchronnie. Koledzy zerknęli na zegarek, rzucając “Zaraz się zacznie” i dalej popijając herbatę. Ja z jaśkami i na krześle przejechałam przez biuro, zatrzymując się dokładnie w progu. Oglądałam kiedyś taki program na Discovery, gdzie mądry pan mówił, że w razie trzęsienia ziemi należy tam stanąć, bo to najbardziej wytrzymała część konstrukcji budynku (?).

Czekałam w tym progu kilka minut, odliczając czas. 14:58, 14:59, 15:00…

Nic się nie stało.

Co gorsza, obudziłam się. I po co ta cała moja zapobiegliwość oraz mega kreatywność? Po co ten cały strach i jaśki? Się pytam. Życie jest niesprawiedliwe. Sny przede wszystkim.

Nie pytajcie, czy jestem zdrowa.