Bo tak łatwo
styczeń 30, 2009
Bo tak łatwo być silnym, gdy ktoś obok jest słaby.
Bo tak łatwo wymagać czegoś, co sam znasz od dawna.
Bo tak łatwo patrzeć z perspektywy, gdy nie czujesz tego całą mocą.
Bo tak łatwo nie być, gdy ktoś obok jest.
Bo tak łatwo pouczać, gdy więcej doświadczeń za Tobą.
Bo tak łatwo wskazywać drogę, rezygnując z własnej.
Bo tak łatwo oceniać, wierząc w swoją nieomylność.
Bo tak łatwo szufladkować, po prostu.
Nauczyłeś mnie egoizmu. I siły, która teraz obraca się przeciw Tobie.
Nie udało Ci się zabić tej naturalności we mnie, wrażliwości, entuzjazmu, pragnień.
Bo tak łatwo być szczęśliwą, bez Ciebie.
Śniadanie
styczeń 29, 2009
Ibuprom, magnez, witaminy i redbull.
Nie mam czasu. Jest tyle ciekawych zajęć.
Proste przyjemności
styczeń 24, 2009
To świeża pościel, zakopuję się w niej cała, przewracam na wszystkie boki, rozciągam, przeciągam, ziewam.
To świeca zapalona wieczorem, rzuca światło na ścianę, a ja obserwuję każdy cień.
To spacer, gdy jest ciemno, po północy, ja sama, a każdy krok coraz szybszy.
To muzyka, wszędzie i o każdej porze.
To tulipan, kupiony w kwiaciarni za rogiem, fiolet też polubiłam.
To te miasto, mgłę wrocławską kocham.
Marzy mi się wyjazd, góry.*
* I Toyota Rav4.
Zabije Cię szablo-nowość
styczeń 21, 2009
Bo to jest tak. Róż, granat i brąz. Tańczę, śmieję się, igram. I gram, niewinnie-niezbyt z Tobą i z nim. Balansowanie trwa, a energiczność to cnota. Nieprzewidywalnie pełna, ADHD kocham ja. Tak, kocham.
Dobrze, bardzo-bardzo.
Dobrze, często-często.
Dobrze, samej-ze-sobą-mi.
Lubisz słońce?
styczeń 20, 2009
“Nie ma nic gorszego niż wiara w to, że się poznało wszystkie odpowiedzi. Tak się rodzą fundamentaliści”
“Odkrywam w sobie to, czego nie byłem dotąd świadomy. Ten proces fascynuje mnie najbardziej. Po co definiować, kim jestem? Komu to potrzebne? Dlaczego ludzie czują, że muszą to wiedzieć? Szufladkować, nazywać? Interesuje mnie raczej to, co się wokół dzieje, jak ja na to reaguję, jak reagują inni i co to oznacza”
“[...] ludzie ciężko pracują, próbując się zmienić. Ale zaczynają się zmieniać dopiero, kiedy przestają próbować się zmienić. Nagle dotarł do mnie ten przekaz. I stało się. Dziś wiem, że jestem, jaki jestem, mogę jedynie poznawać siebie i zmieniać swoje zachowanie. A nie siebie”
[źródło: wywiad z montypythonowskim Johnem Cleesem, Zwierciadło styczeń 2009]
Be a man
styczeń 20, 2009
Kocham mężczyzn. Tych prawdziwych, twardych, zdecydowanych, dumnych, z zasadami. Tych męskich. Tych, którzy też umieją kochać.
Wzrost o tendencji wzrostowej
styczeń 17, 2009
Dziś, popołudniową porą, w salonie fryzjerskim…
Ja – “Panie Fryzjerze, widzę odrosty, tu – o! (wskazuję) – na czubku głowy. Farbujemy?”
Pan Fryzjer – “Po co? Przecież i tak niewielu je zobaczy”
[jestem słusznego wzrostu, do tego obcas ostatnio często]
Zapytanie
styczeń 12, 2009
Czy organizowanie sobie prywatnego życia w firmowym kalendarzu to jeszcze powód do dumy, czy może już przesada? A może normalność?
Czarno-białe
styczeń 11, 2009
Ziemi grozi zagłada. Niebezpieczeństwo nie jest bliżej określone, ale czuję całą sobą jego gwałtowność i siłę. Jego pewność nadejścia.
Jest noc. Przygotowania do ewakuacji trwają. Kryjemy się w piwnicach. Rodzina, znajomi z pracy, nieznajomi. Niezbędnym wymogiem do uczestnictwa w akcji jest bycie czarno-białym. Przechodzimy przez specjalny portal, każdy z nas wygląda jak żywcem wyjęty z ekranu starego telewizora, lekko śnieżący, w odcieniach bieli, czerni i szarości. Niebezpieczeństwo jest coraz bliżej. Czas wyjść z piwnic.
Jesteśmy na tratwach oblanych smołą. Płyniemy rwącą rzeką. Wokół pola pszenicy, kilka drzew. Dowiaduję się, że nurt rzeki jest napędzany sztucznie energią z miejscowego wulkanu. Nie wiedziałam o tym. Kierownik tratwy wyjaśnia schemat – ma rysunki z przekrojem wulkanu, miejscowymi kanałami i dopływami energetycznymi. Wzdłuż rzeki co jakiś czas przebiegają czarne postaci. Dostaliśmy nakaz, żeby nie zabierać ich na tratwy. Jedna z nich wskakuje do wody, chwyta za brzeg tratwy. Nie pomagamy, ginie w nurcie. Nie mamy wyrzutów sumienia.
Wciąż noc, tratwy zamieniają się w rowery. Jedziemy szosą. Kilometr za kilometrem. Zgłodnieliśmy, robimy biesiadę na szosie. Jest wujek, babcia, szef. Wszyscy czarno-biali. Czujemy niebezpieczeństwo. Wokół nas pełzają czarne wodne węże. Trzeba je ignorować, to jedyne wyjście żeby ocaleć. Wyruszamy w dalszą drogę. Pod nogami czarny asfalt.
Sen się kończy. Mój mózg nie wygenerował żadnej ciekawej pointy. Nie wiem, co się stało z naszą planetą. Nie wiem, dlaczego musieliśmy być czarno-biali. Jako przerywniki gościnnie wystąpiły dwa zdechłe chomiki, upakowane w kartony po budzikach. I Tesco, dział ubraniowy.
Nie, niczego nie palę.
Przekaz podprogowy
styczeń 10, 2009
Niewinne igraszki 3. Wirujące firanki 2. To hasła z sylwestrowych kalamburów. Nie pytajcie, jak pokazałam.
Dużo uczuć, emocji ponawijanych na kręgosłup moralny. Kłębek ludzi, przyjaźni, rozmów, spacerów. W środku ja. Przewrócona na lewą stronę potykam się o przestarzałe artefakty. Sumienie stara się istnieć. Czasem zagłuszam, czasem karmię. Wskaźnik wagi mruga do mnie znacząco. Kobiece ego wzdycha z podziwu. Nić porozumienia nawiązana. Odwiązuję supły, dziergam nowe życie.