Bieg zdarzeń
luty 28, 2009
Czas biegnie krokami stumilowymi. Ma sylwetkę starca, żółty dres i chińskie trampki. Sunie ze zdziczałą prędkością, a otępiali ludzie patrzą z zaskoczeniem. Wyprzedza, omija, rozdeptuje bardziej nieposłusznych. Nieuchwytnie rozszalały. Nieludzko rozpędzony. Oszałamiający szybki. Konsekwentnie nieubłagany.
Czas to starzec, który leczy. W kieszeniach dresu wypchanych po brzegi zestaw pierwszej pomocy. Nieprzewidywalnie zaskakujący, generator zdarzeń. Antidotum na rany i na gorączki sobotnich nocy też. Zaciera ręce i wspomnienia. Bo mimo wszystko sprzyja. Przesuwa świadomość, by zgrabnie zapełnić luki. Tuszuje niedoskonałości i wskazuje nowe. Preparuje z precyzją detale pola walki. A ostatni punkt widzenia wędruje kilka lat świetlnych naprzód.
Ja też biegnę. Bieg męczy najbardziej, gdy meta oddala się z każdym krokiem. Biegnę w tłumie innych ludzi. Każdy z nas chce wygrać z czasem. Starzec się uśmiecha. Kto zapewni lepszą rozrywkę niż on?
Neurotic & erotic
luty 24, 2009
Monachium
luty 23, 2009










Thoreau oparł się o zimny, blaszany parapet. Siedział na balkonie, chybocząc się na krześle, które nie zaskakiwało nowością. Siorbał głośno kolejnego Guinness’a, wzdychając na cały świat.
Był poranek, zimowy znacznie, a chłód targał zmysłami. Saeglopur ledwie słyszalny wydobywał się z głośnika dość niemrawą nutą. Zima zaskoczyła Henry’ego, podobnie jak kalifornijskich drogowców. “Masz fajkę?” – rzucił Sienkiewicz niskim głosem, wchodząc na balkon. Obserwował wcześniej Thoreau przez szybę sekretnego okna. Nie wysnuł jednak żadnych głębszych przemyśleń, głowę zaprzątał mu głód nikotyny.
“Weź jedną” – rzucił bezwiednie Thoreau – “w zamian daj mi prawdę”. Sienkiewicz zapalił, nic nie odpowiadając. Saeglopur dotlił się do końca, a ciszę zaatakowały kolejne decybele. “Jakieś wino, chłopaki?” – wrzasnął chudy Maynard, a niekoniecznie brunatno-rudy kot z koniecznie zielonymi oczami przebiegł mu pod nogami. Owszem, wino było.
Maynard stał szczęśliwy, opierając się o Sienkiewicza kościstym łokciem. Sienkiewicz nie oponował. Thoreau podał im butelkę. Po dwudziestu dwóch minutach stanowili zgrany zespół. Balkon awansował do roli placówki integracyjnej. Chmury dymu papierośniczego wydmuchiwane z sześciu płuc przesłaniały im myśli. W głośnikach popłynął Tool. Substancje smoliste tańczyły radośnie wokół. Nie mówili już nic.
Ciszę przerwał chrapliwy głos. “Tępe chuje” – podsumował Kapitan Bomba.
Tak łatwiej
luty 15, 2009
Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się, że ci się to przytrafiło.
[Gabriel García Márquez]
Nie-zwykła nie-codzienność
luty 13, 2009

Dworzec wrocławski wita swoim brudnym, metalowo-szklanym ego. Dalej są szyny, seria obrazów za sekretnym oknem. Śnieg łaskocze, a dusza mi mruczy. Potem jest wieczór, noc i dzień. Miękkość zaszywa się niewidzialnie, zaraz pod twardą oprawą. Wędrówka, dyskurs i koń. Herbaciany kolonializm powraca świadomie. W tle śnieżne szczyty dopełniają reszty. Historia tak bardzo lubi się powtarzać.
Bóg naprawdę jest astronautą.
Awaryjność
luty 9, 2009

W głowie mi się przepaliły wszystkie bezpieczniki
Szlag trafił święty spokój, roztrzaskał liczniki
Cała jestem bałaganem i Twoim wojennym stanem
Nie nie nie
Nie jestem spokojna
W mojej głowie wojna
Maria Awaria inwentaryzacja
Przerwa w dostawie spacja
Sama jestem sobie winna
Jestem inna niż powinnam
Poza normę wystrzelona i wykolejona
Maria Awaria inwentaryzacja
Przerwa w dostawie pauza spacja
Niezależna stacja
Ja ocean niespokojny
W mojej głowie gwiezdne wojny
Poza normę nie wystrzelam
I raz po raz wykolejam
[Maria Peszek, Maria Awaria]
Crush, kill and destroy
luty 3, 2009
Cząstki egoizmu suną przerażone. Jedna za drugą. Szybko, coraz szybciej. Odbijają się od siebie i od ścian zmartwionego serca. Konsternacja, zamęt, panika. Krew krąży coraz szybciej, wirując gdzieniegdzie. Serce patrzy zdziwione, lekko niedowierzając. Takich zmian nie było od dawna.
Pozbywam się cząstek własnoręcznie skonstruowanym sumieniem. Mechanizmy oparłam na własnych zasadach. Siła rażenia jest wielka. Spustoszenie widoczne. Gniotę, niszczę, rozkładam. Serce odzyskuje dawne barwy. Egocentryzm krzyczy, nie rozumie. Dewastacja nie boli i jest nieuchronna. Moralność uśmiecha się pełnią szczęścia, spoglądając w przyszłość. Bo oczyszczalnia serca pracuje pełną parą. Bo nie ma nic bardziej oszałamiającego, niż zabić egoizm. Bo empatia jest kluczem do wszystkiego.
Przede mną długa droga
luty 1, 2009

Uczę się. SAP, ABAP. Cierpliwość, systematyczność, zorganizowanie. Językowo. Definiuję zasady. Staram się otworzyć na więcej.