Osobowość
listopad 7, 2009
Ja: Co tak patrzysz?
On: Twój tyłek jest najlepszą częścią całej Twojej osobowości.
Pozdrowienia ode mnie i koleżanki Anginy.
Czy ktoś już to Pani mówił?
październik 8, 2009
Ranek, ciepłej wody nie ma, zimny prysznic. Ała.
Lodowaty chłód stłumiony puszystym żółtym szlafrokiem.
Ta sama droga, szybki krok, autobus w korku. Ja kontra czas.
Zimno mi, ciepło mi, do menopauzy mam jeszcze kawałek.
Chodnik, ktoś mi się przypatruje.
Nieznajomy podchodzi, obejmuje.
“Pięknie dziś Pani wygląda. Czy ktoś już to Pani mówił?”
Musiałam mieć duży znak zapytania wyryty na twarzy.
Ja po prostu jestem…
sierpień 2, 2009
… szczęściarą.
Szczęśliwą szczęściarą. I tyle w temacie.
Całuję wakacyjnie!
Pomyślałam, że…
lipiec 20, 2009
… najtrudniej stosować się w życiu do najprostszych reguł.
Far away from far away
kwiecień 24, 2009
Mur z betonu zbrojonego.
Zasieki z drutu kolczastego.
Piorunochron aktywny.
Linii obronna pilnie strzeżona.
Jestem sama w rezerwacie.
Świadomość zerka nieufnie.
Podejrzliwość każe się odsunąć.
Nikt nie przekroczy granicy.
Daleko jeszcze?

Bo łza jest tylko pikselem
kwiecień 14, 2009
Bo i tak na każdej ścieżce jestem sama.
Bo i tak warto.

very-loud-whisper
marzec 12, 2009
Uprawiam miłość z Nastrojem. Nastrój Kowalski jest dziś zmysłowy i lekko zamyślony. Do twarzy mu bez koszuli. Mówi “wiesz, nie lubię świec”. Gasi świece i pragnienie. Rozpala pożądanie. Mówi, ale go nie słucham.
Nastrój zabarwia się emocjonalnie. “Popraw mi subiektywność, proszę” – to mój szept. On ogarnia doszczętnie. Wstępnie gra czułością. Później panuje, wzdychając chwilami. Wstaje, zapina koszulę.
Nie podzielę się nim.
Thoreau oparł się o zimny, blaszany parapet. Siedział na balkonie, chybocząc się na krześle, które nie zaskakiwało nowością. Siorbał głośno kolejnego Guinness’a, wzdychając na cały świat.
Był poranek, zimowy znacznie, a chłód targał zmysłami. Saeglopur ledwie słyszalny wydobywał się z głośnika dość niemrawą nutą. Zima zaskoczyła Henry’ego, podobnie jak kalifornijskich drogowców. “Masz fajkę?” – rzucił Sienkiewicz niskim głosem, wchodząc na balkon. Obserwował wcześniej Thoreau przez szybę sekretnego okna. Nie wysnuł jednak żadnych głębszych przemyśleń, głowę zaprzątał mu głód nikotyny.
“Weź jedną” – rzucił bezwiednie Thoreau – “w zamian daj mi prawdę”. Sienkiewicz zapalił, nic nie odpowiadając. Saeglopur dotlił się do końca, a ciszę zaatakowały kolejne decybele. “Jakieś wino, chłopaki?” – wrzasnął chudy Maynard, a niekoniecznie brunatno-rudy kot z koniecznie zielonymi oczami przebiegł mu pod nogami. Owszem, wino było.
Maynard stał szczęśliwy, opierając się o Sienkiewicza kościstym łokciem. Sienkiewicz nie oponował. Thoreau podał im butelkę. Po dwudziestu dwóch minutach stanowili zgrany zespół. Balkon awansował do roli placówki integracyjnej. Chmury dymu papierośniczego wydmuchiwane z sześciu płuc przesłaniały im myśli. W głośnikach popłynął Tool. Substancje smoliste tańczyły radośnie wokół. Nie mówili już nic.
Ciszę przerwał chrapliwy głos. “Tępe chuje” – podsumował Kapitan Bomba.
Zabije Cię szablo-nowość
styczeń 21, 2009
Bo to jest tak. Róż, granat i brąz. Tańczę, śmieję się, igram. I gram, niewinnie-niezbyt z Tobą i z nim. Balansowanie trwa, a energiczność to cnota. Nieprzewidywalnie pełna, ADHD kocham ja. Tak, kocham.
Dobrze, bardzo-bardzo.
Dobrze, często-często.
Dobrze, samej-ze-sobą-mi.
Zapytanie
styczeń 12, 2009
Czy organizowanie sobie prywatnego życia w firmowym kalendarzu to jeszcze powód do dumy, czy może już przesada? A może normalność?