Bawimy się w dom. Jest ona, jest on. Cztery ściany i sufit prawieśnieżnobiały też. Różowa rzeczywistość, szarość zakamuflowana.

Lista atrybutów rodzinnych jest stała. Mikrofala prasująca, lodówka piorąca, telewizor kolorowy. Robot-mikser gratis. Wspólne klucze dodane do wspólnych spraw, nierówność zbiegająca do zera. Równia pochyła.

Zobowiązania ustawiają się w kolejce, znudzone jedno za drugim. Miłe słowa kładą się do łóżka, obietnice chowają po kątach. “Kocham Cię”, “ja Ciebie też” jako ciągi znaków. Miło, bezpiecznie, stabilnie przeplatane z niepewnie, kąśliwie i wrogo. Skompilowane tak, by skomplikowanie trwać.

Hossa w sobotę, bessa we wtorek. Ile warte są zabawy w dom? Nie są warte nic.

Nic.